poniedziałek, 22 lipca 2013

GDZIE BY TU ZAMIESZKAĆ?

Zauważyłem  regres ... u  siebie. Nic napisac nie mogę. Taką jakąś mam pustkę w głowie. Niby  tematy jakies same się cisną, i  przemyślenia też jakies tam sie układaja w moich zwojach, ale jak przychodzi co  do czego to jakoś jednego sensownego  zdania sklecić nie mogę. Zdaje się że wena znowy  gdzieś sobie zniknęła. Pół biedy jak wyskoczyła gdzies na chwilę, ale co będzie jak wyjechała  na dłużej? albo  nie daj Bóg wyemigrowała na stałe. No  masakra będzie. Trzeba będzie albo  samemu na jakiś czas sie oddalić w blogowy  niebyt ... albo pójśc w ślady weny i  wyemigrować.
Nawet się nad tym ostatnio zastanawiałem. Rozmawialiliśmy o tym z miom Żonkilem. Logistycznie jakos byśmy to rozwiazali, choć problem byłby nie lada. Ale mój Kwiatuszek ma "łeb nie od parady", takie planowanie to Ona w małym palcu ma, więc co  prawda parę godzin by posiedziała ale powstałby niezawodny, przewidujący wszyskie możliwości i  utrudnienia, oraz minimalizujacy koszty plan. Jest mistrzynią planowania :-)
Wracając jednak do "centrum sedna". Jest kilka, jak to ładnie mówią w biurach podróży, ciekawych i wartych zastanowienia "destynacji".  I tu pojawia się mały problem.  Otóż, gdzie? Wybrac wbrew pozorom nie jest łatwo.
To co jest w miarę blisko, taka Norwegia albo Szwecja dajmy  na to, niestety odpadają... mimo że tam żyje się łatwiej niż tu. Fiordy  co  prawda oswojone mam i z ręki mi jedzą ale ciemno  tam i zimno ... dni krótkie i doła można złapać. Dziękuję bardzo, dołek swój juz mam i wiekszego nie potrzebuję.
Azja? - no owszem życie tanie masa owoców  pyszne ryby i w ogóle, tylko że te monsuny, huragany, tsunami, nie mówiąc juz o trzęsieniach ziemi, amebie i  ptasiej grypie w wersji 2.0.
Anglia? - jakież to zwykłe i  popularne... Po pierwsze Naszych tam od groma, angole nie lubią nas juz tak jak kiedyś, zresztą nie po to człowiek studia zrobił  żeby  na farmie gnój  przerzucać... 
Irlandia? -  cóż mieliśmy  ją mieć tu  na miejscu, ale jakos nie wyszło, więc sporo naszych tam pojechało, W końcu  jest powiedzenie jak nie przyszedł Mahomet do  Góry to Góra przyszła do Mahometa...
To może za ocean? Jest tam kilku znajomych jeszcze z czasów szkolnych, ale to po pierwsze trochę daleko, a poza tym jak widać ostatnio,  tam masa świrów, łatwy dostęp do broni, no i otyłe społeczeństwo mają :-).
Kanada odpada bo tam tylko  łosie, renifery i jeziora mają. A ja jakoś zaprzęgiem psim nie powożę, a i kajak to nie jest mój ulubiony środek lokomocji.
I  pozostają Nam tylko antypody. Czyli świat do  góry  nogami. Czytam sporo  ostatnio informacji i opinii o tym jak  tam się żyje. Same superlatywy. Zwłaszcza o  Nowej Zelandii.  Że pięknie, spokojnie, dostatnio i na luzie. Że ludzie mili, niska przestępczość, za wodę sie nie płaci. Że rodziny  mają ułatiwony  start. Nie jest łatwo wyjechać ale jak się juz uda to normalnie prawie raj. Jedyny  problem to ..odległość... czułbym sie jak  ten krasnoludek z dowcipu który mieszkał Za siedmioma górami i za siedmioma lasami, wyszedł on kiedyś przed swoją piękna chatkę, odetchnął głeboko swieżym powietrzem i  stwierdził ..." KURWA jak JA mam Wszędzie Daleko!!!"
reasumując trzeba chyba poczekać jak  wena  wróci z wojaży, bo ja jakoś na razie nie widzę żeby sie z całą rodziną wynosić z naszego  pięknego  ale jakże pokręconego kraju. Choć kto wie co  będzie jutro?
póki co  czekam .....

Gdzie na wakacje?


Co  prawda pierwszy  miesiac wakacji  już niedługo  będzie za nami  ale nie wszyscy  jeszcze zażyli  letniego  wypoczynku. Między  innymi Ja tez jeszcze nigdzie nie byłem. Ale niedługo  to  się zmieni. Zastanawialiśmy  sie długo z  Żonkilem gdzie by tu  wyjechać i  w jakim , jakby to  ująć, trybie. Kierunków trochę w internecie spenetrowaliśmy, znajomych popytaliśmy. Potem była analiza ofert. Jakosciowa, odległościowa i oczywiście cenowa. Założyliśmy mniej więcej 2 tygodniowe wczasy. Po pierwszych "przesłuchaniach" odpadły  wycieczki lotnicze... Cóż 5 osób, na 2 tygodnie.. to  daje minimum 14 tysi. Wiecie 3 dzieciaków wymusza wykupienie opcji 'ALL INCLUSIVE". Słodycze lody  i picie idą w hurtowych ilosciach. Dlatego automatycznie odpadły wszystkie kraje bliskiego  wschodu. Zresztą byliśmy juz w Turcji, w Tunezji też. Postanowiliśmy więc wynająć apartament, pojechac samochodem, i samemu sobie organizować wikt. Zawsze to nieco taniej. Poza tym można sobie pozwiedzać trochę chociaż, coś zobaczyc na własną grabę a nie tylko  siedzieć w hotelu albo na przyhotelowej plaży. Zdecydowanie gdzieś w Europie. Na początek padło na Włochy, tu niestety ceny  na wybrzeżu były  dla nas nieosiaglne,a znajomy  który mieszka w bardzo ładnym miejscu nie miał wolnej chałupy. Włochy odpadły  po długich i ciężkich "przesłuchaniach" w drugim etapie. Do półfinału zakwalifikowały sie wstępnie :Hiszpania, Francja, Chorwacja, Grecja i  Albania. Hiszpania i  Francja niestety odpadły zaraz na początku. Za daleko, za krótki urlop. Moze Chorwacja ? W miarę blisko, ceny  dość przystępne... Co  prawda byliśmy parę lat temu w Czarnogórze ale to  podobno nie to samo. Chorwacja przepadła z jednego  powodu... niezbyt dużo piaszczystych plaż.  Dla 5latka najważniejsze oprócz ciepłej  morskiej wody  jest to  by postawić zamek z piasku, a dla rodzica 5latka najważniejsze jest by miał spokój kiedy  5latek ten zamek z piasku stawia. Do ścisłego  finału  dostała się więc Grecja i Albania. Dziwne prawda? NIe to że Grecja, to że Albania :-) Przejżyjcie sobie oferty apartamentów w Albanii... Naprawdę dobre ceny i wysoki standard... Zadziwiające jak bardzo się to  zmieniło przez ostatnie 10 lat. Z kraju który  kojarzył się z komunizmem i  pasterzami kóz, zrobił się kraj turystyką stojący i na tej  turystyce zarabiajacy. Zastanawialiśmy  się chwilę i.. and the winner is : GRECJA!!! chyba przeważyła tu starożytna kultura i oryginalny ser feta z oliwkami i  pomidorami. No i tanie lokalne wino (podobno jest po 1,5 euro za butelkę). Chcemy bardzo tego skosztować... , zaznac spokoju i ciczy na plaży w niewielkiej miejscowości  na południowym zachodzie Korfu. Poczuć zapach czystego morza, zanurzyć się w ciepłych falach, poczuć pod stopami gorący  i miałki  śródziemnomorski piasek. Podobno na krecie bywał Cesarz Neron i trybun Cycero... A może sie uda i ktoregos wieczoru  z morskiej piany  wyłoni sie Afrodyta bo  sobie pomyli wyspy ? kto wie ...

piątek, 19 lipca 2013

Slalomem po asfalcie

Jechałem ostatnio trasą Kraków - Busko Zdrój (w obie strony). Trasa powiem Wam fajna, nie jest to autostrada, ale Polska piękna jest, więc widoki  rekompensowały  z powodzeniem braki w infrastrukturze drogowej. Asfalt gładki, czarny  i przyczepny, bez dziur, łat i innych uzupełnień. Normalnie sielanka... by była, gdyby nie jedna rzecz. Większość tej  trasy została wyremontowana z unijnych pieniędzy. Jechało się pięknie aż do  momentu gdzie brakło  nawierzchni - znaczy  robili  ją i  brakowało  wierzchniej  warstwy. Niby niewiele. Jednak  musiałem jechać slalomem, lewo, prawo, środek. lewo prawo środek. Gładko było,  poza tym, że ponad poziom asfaltu wystawały  studzienki kanalizacyjne. Wystawały  na mniej  więcej  10 cm. więc cały czas lewo  prawo środek. Zacząłem się zastanawiać jak to  jest, że w całym cywilizowanym świecie, kanalizacja zrobiona jest wzdłuż drogi, ale pod poboczem lub krawężnikiem. Tam nie ma z tym problemu, że kanały  są z boku drogi i łatwiej dzięki temu kanalizację serwisować. W naszym pięknym kraju nie idziemy na łatwiznę. U Nas kanalizacje robi się centralnie pod pasem ruchy. Jak się taki kanał zapcha, albo  coś nie działa to trzeba asfalt zrywać. Super pomysł. Utrudnienia w ruchu,  zwężenie itd. I  jedzie człowiek sobie piękną drogą i czuje się jak w pociągu... Słyszy cały czas ,,,tu tu, tu tu, tu tu,tu tu, ... albo lewo prawo środek Częstotliwość zależy  od prędkości. Raz najeżdżasz lewym kołem raz prawym. Lewo  prawo  środek. Założę się, że to  tak  specjalnie jest zrobione żeby nie się asfalt równo niszczył jakby  ktoś chciał wymijać studzienki. A może po to  żeby  szybko nie jeździć? Albo  po to  żeby  się równo  opony i amortyzatory w samochodach niszczyły? Kto wie co  miał na myśli  ktoś kto to projektował? Tak czy inaczej  trzeba podziwiać twórczą inwencję projektantów i dbałość o nasze samochody a co  za tym idzie o  nasze portfele. Dziękujemy  Ci kimkolwiek jesteś, O WIELKI MÓZGU ... który  dba o  właścicieli serwisów i  warsztatów samochodowych, oraz o przychody firm produkujących części  do samochodów i opony. Dziękujemy, że nasza gospodarka w tej gałęzi  przemysłu tak prężnie się rozwija pomimo ogólnoświatowej recesji. Myślę że można by ten sposób na rozwój  gospodarki opatentować i  sprzedać na zachód. W końcu przestali by odczuwać recesję.  LEWO  PRAWO ŚRODEK

Zielono Mi ...nie jest

Wakacje w pełni  i wiele osób wyjeżdża, albo planuje wyjazd. Niektórzy szczęśliwcy lecą samolotem, albo  płyną statkiem. Inni wyjeżdżają w Kraj nasz Piękny. Jeszcze inni wybierają pewną pogodę, nieco droższe wczasy (choć to jest względne) i wydalają na południe Europy... Po drodzę na wymarzone plaże, coniektórzy  potrzebowac będą Zielonej  Karty. 
Nie chodzi mi  tu jednak o "TĘ"  wyjątkową, uprawniającą do  walki o  lepsze życie, porządaną przez kilkaset milionów ludzi ze wszystkich stron i krajów świata, ZIELONĄ KARTĘ. Tematem  będzie "zwykła zielona karta", potrzebna by wjechac samochodem na teren państw które nie są w Unii Europejskiej. Wydawało by się, że ten problem już za nami. Przecież jak się wykupuje ubezpieczenie komunikacyjne, zwane OC, to  zielona karta "jest w zestawie". Tez tak myślałem. Otóż, nie do końca. Wybieramy sie na wczasy, i tak się składa że GPS wyznaczył naszą trasę przez Serbię i Macedonię. Państwa te nie należą do Unii, więc zielony świstek trza mieć. Jakoś do tej  pory się nad tym  nie zastanawiałem, bo  zawsze w komplecie przychodził, a ja i tak nie wyjeżdżałem z Kraju, nie mówiąc już o Unii, więc jakos szczególnego  pociągu w stronę Zielonej nie odczuwałem. Ale w tym roku - pierwszy raz od 5 lat,  ambitnie postanowiliśmy  pojechac w ciepłe kraje. Zeby taniej było, w końcu rodzina 5 osobowa, wybraliśmy jako środek lokomocji samochód. Zawczasu jednak, czyli inaczej niż zwykle :-), zabraliśmy sie za przygotowania do tego wiekopomnego i jakże ważnego  wydażenia w życiu całej naszej  rodziny. Tak wiec mamy juz załatwione ubezpieczenie. Telewizyjne i  prasowe materiały o ludziach, którzy zaciągnęli grube kredyty na leczenie w zamorskich krajach, szybko przekonały  Nas z Żonkilem, że nie ma co sie pipac w szczypę i się ubezpieczymy... na wypadek gdyby mnie szlag trafił na obczyźnie albo co. Nawet niedrogo wyszło. Oczywiście mamy też karty EKUZ dla całej naszej piątki....    
Auto  sprawdzone, przygotowane, przejżane, olej wymieniony, nawet instalację gazową założyliśmy. Wiem Wiem, gaz jest dobry do gotowania wody na herbatę... też tak mówiłem dokąd nie zakupiłem mocno zużytej Toyoty z gazem. I odtąd 100 km przejeżdżam za około 23 złote.... Jak mówi piosenka AC/DC -  MONEY  TALKS :-).
Tak więc w samochodzie Żonkila gaz zaistniał. Przeliczyliśmy, że na samym wypadzie na wakacje zwróci nam się w połowie. Zostało  tylko  ubezpieczenie samochodu. OC i AC jest, jest też NW... powinna byc zielona karta.... Szukam, przeglądam.. przypomniało mi sie że ubezpieczałem samochód przez internet w "moim" multibanku.. więc szukam maila z polisami... jest. Hurra !!! otwieram przeglądam...patrzę...kurka siwa....nie ma. Dzwonię na multilinię, tam przemiłym głosem Pani informuje mnie, żeby skontaktować się z bezpośrednią infolinią Breubezpieczenia. co też czynię. Tam, juz mniej miłym głosem, bo męskim, Pan wyjaśnia mi, ze w ubezpieczeniu multidirect nie ma takiej opcji. JAK TO NIE MA TAKIEJ OPCJI. Poza tym JAK TO OPCJI????????? przecież to jest darmowy druk!!! NI HUHU... Fachowo wyjaśnia mi, że Zieloną Kartę mogę wykupić w jakimkolwiek  innym towarzystwie... WYKUPIĆ!!! coś co powinno  byc darmowe przy ubezpieczeniu OC które mam.
No cycki mi opadły...
zadzwoniłem do  znajomej agentki ubezpieczeniowej... Znajdzie mi  gdzieś Zieloną Kartę, Ale wcale tak łatwo wykupić ją u  innego ubezpieczyciela nie będzie.
Wydawało mi się, że w Polsce jest już w miare normalnie....nie jest... Morał z tego  taki. Patrz co kupujesz i  sprawdzaj, dopytuj i wymagaj... bo coś, co Ci się moze wydawać standardem i normą, w naszym kraju jest OPCJĄ... i to czasami  jak sie okazuje, niedostępną.

niedziela, 7 lipca 2013

poukładane życie...

Postanowiłem napisac o czymś co  dla mnie jest naturalne i  codzienne, a co dla cześci  z Was, albo dla wiekszosci nie jest codziennością.
Życie w ogóle, a zwłaszcza jego dorosła częśc dla większosci z nas wiąże się z układaniem. Głównie układaniem wszelkich zajęć pod potrzeby innych. Zaczyna się od przedszkola, potem jest szkoła, jedna, druga, studia. Potem większosć z nas idzie do  pracy. Praca, rodzina. Wszędzie trzeba dopasować się do kogoś lub z czyms do  czegoś.
Zaczynamy od rana, jak sa małe dzieci to do  przedszkola albo  żłobka, jak wieksze to do szkoły. potem praca, potem dom, po drodze dzieci ze żłobka, przedszkola albo szkoły (jak większe wrócą same) . Każdy  to ma. Ale chyba nie każdy ma do tego zrobiny GRAFIK!!! A JA tak… Moje a w zasadzie nasze życie rodzinne jest szatańsko sklomplikowane. Poniżej  przedstawiam stopień jego skomplikowania.
RODZINA : Sztuk 5. Dwójka dorosłych , trójka nielatów. Ja pracuję w innym mieście (12 dni w miesiącu, w każdym jednak  inne) więc wtedy nie ma mnie w domu, pozostałe jestem. Żonkil mój póki co :-) ma etat, czyli teoretycznie od do – ale jednak  nie do końca, bo jak  trzeba coś zrobić to  zostaje, a że obowiązkowa i skrupuilatna jest przy tym diabelnie… więc sami wiecie. Jeden nielat ma 4 wiosny  – co oznacza przedszkole, pozostałe dwa – nastolatki, znaczy samoobsługowe (teoretycznie :-) ). Ale że życie składa się z bardzo  wielu drobnych czynności, więc nie jest tak słodko i  rózowo i każde z nas ma cos do zrobienia. Ktoś musi odbierac młodziaka z przedszkola, ktoś musi zrobic zakupy, ktos  musi pojechac do lekarza a to z jednym a to z drugim. Nie mówiąc już o  wakacjach. Zawieźć do dziadków, przywieźć – koniecznie muszą być osobno !!!! nie razem – więc trzeba zapolanować „wymianę turnusów”. Do tego druga babcia – ten sam motyw. Potem wyjazdy do kolegów i przyjazdy kolegów, potem nasze wspólne wczasy… w międzyczasie praca i  pozostałe zajęcia czyli tzw. fuchy…. Żeby zatem można to  było  wszytko skordynowac jakoś w czasie oraz mieć czas na inne rzeczy  w międzyczasie  trzeba mieć GRAFIK !!!
I to nie byle jaki !!!.
Grafik uwzględnia wszytkich członków rodziny oraz  wszelkiego rodzaju  wydażenia mające nastąpić w ich życiu, (niektóre wymieniłem powyżej). Dodatkowo co  wielce istotne, wszelkie wyjazdy i  przejazdy  zaplanowane sa w taki sposób by robić jak najmniej kilometrów (dziadki  mieszkają daleko), a co  za tym idzie spalić jak najmniej paliwa i oczywiście nie tracić czasu  na siedzenie w samochodzie… czyli planowanie i logistyka, ekonomika zasobów oraz maksymalnie efektywne ich wykorzystanie w jednym.
tak tak … wszystko to rozpisane … piękna zajebista tabelka w Excellu. Kolory, daty, godziny  wydarzeń i czas ich trwania. Taki grafik dostaje każdy  członek  rodziny, a jesli potrzeba to i dziadkowie. Kiedyś dostawałą jeszcze opiekunka do młodego  jak był za mały  na przedszkole (wtedy ona też była w grafiku).
Autorką jest moja Żona. Gdyby  nie ta magiczna kobieta i jej tabelka -  zginąłbym jak Andzia w Parku. Wszyscy  byśmy zgnięli.
No mówie wam totalna absolutna miazga.

Płacić czy nie płacić...oto jest pytanie....

Ameryki nie odkryję ... W większosci krajów europejskich istnieje abonament RTV - w takiej czy innej formie. Jest w Anglii, Niemczech, Francji. Ściągalność w tych krajach sięga 95 %, a nawet 98%. Do tego oczywiście jest wyższ niż u nas. W Niemczech  18 euro miesięcznie, u  nas też 18 z groszami, ale złotych. Gdyby tę zawrotną sume podzielic na 30 dni to  wychodzi  raptem 62 grosze. To mniej niż rolka papieru toaletowego, nie mówiąc juz o jakiejkolwiek gazecie. I  właśnie, niby  to niewiele a płacic jakoś tej  publicznej  daniny  Polacy  nnie zamierzają. Bo  jak sam premier mówi żeby  nie płacic ... tylko skąd potem pretensje ze w TVP to nie ma co  oglądać... samo gówno. Ciągle tylko  reklamy... i  słabe programy. 
Pamiętam program "SONDA", prowadzony przez Kamińskiego i Kurka. Discovery Science w polskim wydaniu, I to  w latach 80 tych. REWELACJA !!! NIe ma takiego programu teraz. Dlaczego? BO pewnie słabo by się reklamy przy tym sprzedawały. 
Może teatr ? eee też reklamy  nie pójdą... Właśnie. Abonament dla publicznych mediów jest  po to, żeby nie czekać na relkamodawców. Żeby mógł  powstać Teatr Telewizji, albo programy  popularyzujące naukę, dokumenty... Programy na których trzeba zarobic sa w telewizjach prywatnych. Publiczna nie powinna byc regulawana słupkami oglądalności. Prywatna nie wyemituje teatru. Dokument? owszem ale taki w którym leje się krew i  trup ściele się gęsto...  
Abonament RTV to naprawdę nie są duże pieniądze... A tłumaczenie sie płaceniem abonamentu Cyfry czy  Polsatu... Prosze Was... to obrażanie swojej własnej inteligencji.