piątek, 19 lipca 2013

Zielono Mi ...nie jest

Wakacje w pełni  i wiele osób wyjeżdża, albo planuje wyjazd. Niektórzy szczęśliwcy lecą samolotem, albo  płyną statkiem. Inni wyjeżdżają w Kraj nasz Piękny. Jeszcze inni wybierają pewną pogodę, nieco droższe wczasy (choć to jest względne) i wydalają na południe Europy... Po drodzę na wymarzone plaże, coniektórzy  potrzebowac będą Zielonej  Karty. 
Nie chodzi mi  tu jednak o "TĘ"  wyjątkową, uprawniającą do  walki o  lepsze życie, porządaną przez kilkaset milionów ludzi ze wszystkich stron i krajów świata, ZIELONĄ KARTĘ. Tematem  będzie "zwykła zielona karta", potrzebna by wjechac samochodem na teren państw które nie są w Unii Europejskiej. Wydawało by się, że ten problem już za nami. Przecież jak się wykupuje ubezpieczenie komunikacyjne, zwane OC, to  zielona karta "jest w zestawie". Tez tak myślałem. Otóż, nie do końca. Wybieramy sie na wczasy, i tak się składa że GPS wyznaczył naszą trasę przez Serbię i Macedonię. Państwa te nie należą do Unii, więc zielony świstek trza mieć. Jakoś do tej  pory się nad tym  nie zastanawiałem, bo  zawsze w komplecie przychodził, a ja i tak nie wyjeżdżałem z Kraju, nie mówiąc już o Unii, więc jakos szczególnego  pociągu w stronę Zielonej nie odczuwałem. Ale w tym roku - pierwszy raz od 5 lat,  ambitnie postanowiliśmy  pojechac w ciepłe kraje. Zeby taniej było, w końcu rodzina 5 osobowa, wybraliśmy jako środek lokomocji samochód. Zawczasu jednak, czyli inaczej niż zwykle :-), zabraliśmy sie za przygotowania do tego wiekopomnego i jakże ważnego  wydażenia w życiu całej naszej  rodziny. Tak wiec mamy juz załatwione ubezpieczenie. Telewizyjne i  prasowe materiały o ludziach, którzy zaciągnęli grube kredyty na leczenie w zamorskich krajach, szybko przekonały  Nas z Żonkilem, że nie ma co sie pipac w szczypę i się ubezpieczymy... na wypadek gdyby mnie szlag trafił na obczyźnie albo co. Nawet niedrogo wyszło. Oczywiście mamy też karty EKUZ dla całej naszej piątki....    
Auto  sprawdzone, przygotowane, przejżane, olej wymieniony, nawet instalację gazową założyliśmy. Wiem Wiem, gaz jest dobry do gotowania wody na herbatę... też tak mówiłem dokąd nie zakupiłem mocno zużytej Toyoty z gazem. I odtąd 100 km przejeżdżam za około 23 złote.... Jak mówi piosenka AC/DC -  MONEY  TALKS :-).
Tak więc w samochodzie Żonkila gaz zaistniał. Przeliczyliśmy, że na samym wypadzie na wakacje zwróci nam się w połowie. Zostało  tylko  ubezpieczenie samochodu. OC i AC jest, jest też NW... powinna byc zielona karta.... Szukam, przeglądam.. przypomniało mi sie że ubezpieczałem samochód przez internet w "moim" multibanku.. więc szukam maila z polisami... jest. Hurra !!! otwieram przeglądam...patrzę...kurka siwa....nie ma. Dzwonię na multilinię, tam przemiłym głosem Pani informuje mnie, żeby skontaktować się z bezpośrednią infolinią Breubezpieczenia. co też czynię. Tam, juz mniej miłym głosem, bo męskim, Pan wyjaśnia mi, ze w ubezpieczeniu multidirect nie ma takiej opcji. JAK TO NIE MA TAKIEJ OPCJI. Poza tym JAK TO OPCJI????????? przecież to jest darmowy druk!!! NI HUHU... Fachowo wyjaśnia mi, że Zieloną Kartę mogę wykupić w jakimkolwiek  innym towarzystwie... WYKUPIĆ!!! coś co powinno  byc darmowe przy ubezpieczeniu OC które mam.
No cycki mi opadły...
zadzwoniłem do  znajomej agentki ubezpieczeniowej... Znajdzie mi  gdzieś Zieloną Kartę, Ale wcale tak łatwo wykupić ją u  innego ubezpieczyciela nie będzie.
Wydawało mi się, że w Polsce jest już w miare normalnie....nie jest... Morał z tego  taki. Patrz co kupujesz i  sprawdzaj, dopytuj i wymagaj... bo coś, co Ci się moze wydawać standardem i normą, w naszym kraju jest OPCJĄ... i to czasami  jak sie okazuje, niedostępną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz