Siedze w pracy, właśnie wróciłem z urlopu. Czuję się zmiażdżony.
Powinni wprowadzić okres ochronny dla ludzi wracających z urlopów,
najlepiej z bezpłatnymi konsultacjami psychologa. To taka mał a
dygresja mi się nasunęła...
Nie
wiedziałem że droga do raju wiedzie przez piekło.. ale jaki się
okazało tamtędy jest najkrócej.... Zanim dotarliśmy do raju, czekała
nas droga. Trasa, znaczy samochodem. Ze względów ekonomicznych
oczywiście... Słowacja i Węgry to pikuś... Podobno jest siedem bram
do piekieł. My jedną z nich znaleźliśmy na granicy
węgiersko-serbskiej. W zasadzie to pierwsze drogowskazy do piekła
zaczęliśmy widzieć jakies 100 km przed granicą. Korki na autostradzie
czasami się zdażają, zwykle spowodowane są wypadkiem, albo remontami.
Okazuje się ze na Węgrzech korki na autostradzie robią sie bo się
robią... bez przyczyny. Bo ludzie jeżdżą tak jakby byli sami na
drodze, nie obchodzi ich, że tamują ruch, że spowalniają innych.
Przecież spokojnie jadąc 81 km/h można wyprzedzić tych co jadą 80...
można też lewym pasem jechać 60 .... W dupie z tymi co są z tyłu... No w
sumie to dosłowna racja. Jakoś po ciężkich bojach dotarliśmy do
granicy. i zaczęło się ... STANIE. W
słońcu. temperatura na zewnątrz 43 stopnie... Dookoła nieprzebrane
morze samochodów na niemieckich, austriackich i szwajcarskich numerach. W
środku serbowie (chyba) czekający na wjazd do swojego rodzinnego
kraju. Posuwamy sie w tempie 200 m na godzinę, My podjeżdżamy... a
Serbowie pchają swoje mercedesy, vw, audi i BMW. Taczki by se kupili
jak chcą pchać a nie samochody. Staliśmy jakies 6 godzin ...chyba, może
więćej. W końcu wjechaliśmy. Autostrada nawet do przyjęcia, tylko te
wszechobecne śmieci. Są wszędzie, wszyscy rzucają gdzie popadnie, nikt
się nie przejmuje, tam gdzie są w ogóle jakies kosze, sa przepełnione,
wylewa się z nich. Góry śmieci na parkingach, trawnikach, drogach. Do
toalety na stacji benzynowej lepiej nie wchodzić... SYF !!!!
Wszechogarniający SYF.... Powstało w nas jedno marzenie... jak
najszybciej wyjechac z tego kraju. w Końcu udało się dotrzeć na
granicę serbsko - bułgarską ... żeby wyjechac z Serbii trzeba poświęcić
kolejne 3 może 4 godziny... nie wiem nie liczyłem , miałem dośc tego
kraju.
W
końcu Bułgaria, jakaś cywilizacja...teraz to już z górki. Jakieś 200 km
w Bułgarii, jakies 500 w Grecji i jesteśmy na miejscu. Potem tylko
prom na Korfu. Godzinka na morzu z pieknymi widokami, słońcem i
wiatrem we włosach...
Wracając jednak do "centrum sedna"... Pierwszy raz byliśmy w Grecji i postanowiliśmy tam zamieszkać na starość... to tyle :-).
![]() | |
| Virgin Beach |
A tak serio, Korfu jest absolutnie wspaniałym miejscem. Vitalades
to mała wioska na południowym zachodzie wyspy, z daleka od krzykliwych i
głośnych kurortów dla Anglików. Jest tu spokój i cisza , cykady, plaża
i morze. Apartament okazał sie zgodny w 100 % z opisem umieszczonym w
internecie. Ani lepszy ani gorszy. Był po prostu wystarczający. do
plaży 200 m... Plaża czysta piękna i niezbyt zaludniona, woda w morzu
ciepła i przejrzysta jak Cisowianka w butelce ...
były
i płatne parasole i dużo miejsca by rozłozyc własne... Niespiesznie
toczyło się życie dookoła. Nie ma się co dziwić, w końcu 35 do 40 w
cieniu. Za to wieczór i noc przyjemnie chłodne 18 do 20 ... więc
okno otwarte na całą szerokość... Świeże owoce i warzywa, oliwa,
oliwki, wino , ser...... zachód słońca, ciepła woda... . W zasadzie to
nie musieliśmy na plaży siedzieć wcale pośród ludzi... wystarczyło
pójść jakies 150 m w jedną lub druga stronę. i byliśmy sami... bez
tłoku, głośnej muzyki, krzyków. Tylko plaża, ciepła woda i
spokój..wypocząłem i dlatego nie chciałem wracać...Słowem raj. Szczerze
polecam Korfu wszystkim którzy chcą naprawdę odpocząć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz