niedziela, 25 sierpnia 2013

KORFU...PIĘKNO I SPOKÓJ

Siedze w pracy, właśnie wróciłem z urlopu. Czuję się zmiażdżony. Powinni  wprowadzić okres ochronny dla ludzi  wracających z urlopów, najlepiej z bezpłatnymi konsultacjami  psychologa. To taka mał a dygresja mi się nasunęła...
Nie wiedziałem  że droga do  raju  wiedzie przez piekło.. ale jaki się okazało tamtędy  jest najkrócej.... Zanim dotarliśmy  do  raju, czekała nas droga. Trasa, znaczy  samochodem. Ze względów ekonomicznych oczywiście... Słowacja i Węgry  to  pikuś... Podobno jest siedem bram do  piekieł. My jedną z nich znaleźliśmy  na granicy  węgiersko-serbskiej. W zasadzie to pierwsze drogowskazy do piekła  zaczęliśmy widzieć jakies 100 km przed granicą. Korki na autostradzie czasami  się zdażają, zwykle spowodowane są wypadkiem, albo  remontami. Okazuje się ze na Węgrzech korki  na autostradzie robią sie bo  się robią... bez przyczyny. Bo  ludzie jeżdżą tak jakby  byli sami  na drodze, nie obchodzi ich, że tamują ruch, że spowalniają innych.  Przecież spokojnie jadąc 81 km/h można wyprzedzić tych  co jadą 80... można też lewym pasem jechać 60 .... W dupie z tymi  co są z tyłu... No w sumie to  dosłowna racja. Jakoś po ciężkich bojach dotarliśmy  do granicy. i  zaczęło się ... STANIE. W słońcu. temperatura na zewnątrz 43 stopnie... Dookoła nieprzebrane morze samochodów na niemieckich, austriackich i szwajcarskich numerach. W środku serbowie (chyba) czekający na wjazd do  swojego rodzinnego kraju. Posuwamy  sie w tempie 200 m na godzinę, My  podjeżdżamy... a Serbowie pchają swoje mercedesy, vw, audi i BMW.  Taczki by se kupili jak chcą pchać a nie samochody. Staliśmy jakies 6 godzin ...chyba, może więćej. W końcu wjechaliśmy. Autostrada nawet do przyjęcia, tylko te wszechobecne śmieci. Są wszędzie, wszyscy rzucają gdzie popadnie, nikt się nie przejmuje, tam gdzie są w ogóle jakies kosze, sa przepełnione, wylewa się z nich. Góry śmieci na parkingach, trawnikach, drogach. Do toalety na stacji benzynowej lepiej nie wchodzić... SYF !!!!  Wszechogarniający  SYF.... Powstało w nas jedno  marzenie... jak najszybciej wyjechac z tego  kraju. w Końcu  udało się dotrzeć na granicę serbsko - bułgarską ... żeby wyjechac z Serbii trzeba poświęcić kolejne 3 może 4 godziny... nie wiem nie liczyłem , miałem dośc tego  kraju.
W końcu Bułgaria, jakaś cywilizacja...teraz to już z górki. Jakieś 200 km w Bułgarii, jakies 500 w Grecji i  jesteśmy na miejscu. Potem tylko prom na Korfu. Godzinka na morzu z pieknymi  widokami, słońcem i  wiatrem we włosach...
Wracając jednak do "centrum sedna"... Pierwszy raz byliśmy w Grecji i postanowiliśmy tam zamieszkać na starość... to tyle :-).



Virgin Beach
A tak serio, Korfu jest absolutnie wspaniałym miejscem. Vitalades to mała wioska na południowym zachodzie wyspy, z daleka od krzykliwych i głośnych kurortów dla Anglików. Jest tu spokój i cisza , cykady, plaża i  morze. Apartament okazał sie zgodny w 100 % z opisem umieszczonym w internecie. Ani lepszy  ani gorszy. Był po  prostu wystarczający. do plaży  200 m... Plaża czysta piękna i  niezbyt zaludniona, woda w morzu ciepła i przejrzysta jak Cisowianka w butelce ...
 były i płatne parasole i dużo miejsca by rozłozyc własne... Niespiesznie toczyło się życie dookoła. Nie ma się co dziwić, w końcu 35 do 40  w cieniu. Za to  wieczór i noc  przyjemnie chłodne  18 do  20 ... więc okno otwarte na całą szerokość... Świeże owoce i  warzywa, oliwa, oliwki, wino , ser...... zachód słońca, ciepła woda... . W zasadzie to nie musieliśmy na plaży siedzieć wcale pośród ludzi... wystarczyło  pójść jakies 150 m w jedną lub druga stronę. i  byliśmy sami... bez tłoku, głośnej  muzyki, krzyków. Tylko plaża, ciepła woda i spokój..wypocząłem i dlatego nie chciałem wracać...Słowem raj. Szczerze polecam Korfu  wszystkim którzy chcą naprawdę  odpocząć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz